poniedziałek, 29 października 2012
Jak przerobiłam plecak :)
Dziś udało mi się skończyć przeróbkę plecaka . Miał przetarty dół , wiec go wymieniłam , córka wynalazła sobie emblemat na niego , a ja przeniosłam go na materiał . Plecak wygląda teraz tak , na fotce miś jeszcze przypięty szpilkami . Wiecie ,że teraz misie Pandy w modzie ??? Szyjąc plecak przypomniała mi się tak historyjka z mojego dzieciństwa . Przyjechaliśmy w lubleskie ze śląska w grudniu 1972 roku . Moja mama szyła wszystkie ubrania dla całej rodziny , jako ,że rodzice bardzo oszczędzali z powodu kupna domu. Mama postanowiła przerobić kurtkę po starszym bracie Waldku dla mnie . Kurteczka wyszła śliczna , kaptur miała obszyty futerkiem . Kiedy wychodziłam z domu mama upominała mnie " Nie mów nikomu ,że to kurtka z brata . Nikt tutaj nas nie zna , możesz mówić ,że to nowa " . Dumna z nowej kurteczki pobiegłam do sąsiadki . Ona chwali mnie " Edytka śliczną masz kurteczkę ! To nowa? " a ja na to " Tak Nowa z WALDUSIA !! "" Teraz jak coś przerabiam przypomina mi się ta historia :)) A powiedzenie "nowa z WALDUSIA " weszło do języka potocznego mojej rodziny .
niedziela, 28 października 2012
Poduszka halloween
Uszyłam poduszkę z modnym tematem czarownic i dyni poduszka mieści standartowy jasiek 40cm na 40cm . Wierzch jest na ocieplinie podszewce i pikowany. Jeśli komuś spodoba się proszę o kontakt na maila.
niedziela, 21 października 2012
Stawy a HCV
Pisałam ostatnio na blogu ,że bolą mnie stawy , ktoś napisała mi abym sobie zrobiła ocieplacze z gorczycy . Pewnie gdyby ból stawów był na tle reumatycznym pomogło by ale u mnie sytuacja jest inna . W wirusowym zapaleniu wątroby choroba może usadowić się w stawach jest to tz. pozawatrobowa manifestacja HCV . Wirus umiejscawia się w chrząstce stawowej niszcząc ją , u mnie dodatkowo na uszkodzenia chrząstek stawowych działa sarkoidoza . Jako ,że jest to choroba autoimmunologiczna mechanizm uszkodzeń jest taki ,że mój organizm atakuje chrząstki sądząc ,że to ciało obce . Taki duet powoduje puchnięcie , ból i ograniczoną ruchomość . Dłonie robią się sztywne małe stawy w palcach puchną , kolona i stawy skokowe również . Nie pomagają na to ani leki przeciwbólowe ani przeciwzapalne , pewnie sterydy zahamowały by ten proces , ale przy HCV sterydów unika się gdyż powodują szybsze namnażanie się wirusów . tak wiec taka samo jak przy leczenie HCV tak samo tutaj jest w zawieszeniu . Jak brałam Quensyl początkowo lek bardzo dobrze poradził sobie z tym problemem , ale po dłuższym jego braniu problem znów powrócił i miedzy innymi był to powód dla którego odstawiłam ten lek . Udało mi się dodzwonić do lekarza prowadzącego do Lublina , wyniki prób watrobowych nie sa takie złe jak sobie wyobrażałam ale z 16 po operacji podskoczyły do 70 nie jest to jakiś katastroficzny poziom niepotrzebnie się martwiłam .Lekarz zalecił branie Hepamercu i ponowne badanie za miesiąc aby zobaczyć czy enzymy nadal rosną . Piszę o tym wszystkim bo kiedy ktoś pisze mi o woreczkach z gorczycą to wiem ,że chce dobrze ale nie ma zielonego pojęcia czym jest HCV połączone z sarkoidozą . Staram się jak najmniej pisać o swoich dolegliwościach, do wielu juz tak się przyzwyczaiłam ,że nie pamiętam jak to było kiedyś . Kiedy kolejny raz rano wstaje z czerwonymi oczyma bo sarkoidoza wciąż je atakuje , nie roztrząsam tego po raz kolejny tylko biorę leki i idę do swoich obowiązków. Wiem ,że czyta mnie wiele osób chorych na HCV i wiem ,że szukają tutaj nadziei na to ,że z chorobą można normalnie żyć . Staram się aby tak to było w blogu , a swoje cierpienia czy problemy zachowuję dla siebie . Wciąż mam jeszcze nadzieję na to ,ze doczekam się na lek beziterferonowy który , zwalczy wirusa w moim organiźmie . Wiem ,że prace nad takim lekiem są już zaawansowane .
sobota, 20 października 2012
Kompot z winogron i jabłek
Bardzo chciałabym polecić mój ulubiony kompot z ciemnych winogron i jabłek typowy jesienny przysmak . Ma głeboki ciemny kolor i intensywny smak . Do osłodzonej wody dodajemy pokrojone jabłka i winogron obrany z szypułek , gotujemy , studzimy i odcedzamy .
czwartek, 18 października 2012
dzień za dniem
dzień za dniem mija , zima zbliża sie wielkimi krokami . Im zimniej tym bardziej dokuczają mi stawy . Bolą kolana stopy i dłonie najbardziej . Chodzę ciągle zmęczona i jakby nie wyspana . Wyniki wątrobowe pogorszyły się, mam dzwonić do Lublina . Jest taka zależność ,że im gorsze wyniki tym słabiej się czuje , w sumie niby nic nie boli , ale człowiek jakby ciągle zmęczony i nie do życia . Wątroba oczyszcza nasz organizm ze szkodliwych produktów , kiedy niedomaga to organizm jest systematycznie podtruwany . Blizna po operacji już jest zagojona , nie wygląda to pięknie ale raczej nie planuje już paradować w bikini. Uszyłam ostatnio pieska fajny jest co nie ?
wtorek, 16 października 2012
sobota, 6 października 2012
Króliczek
Znalazłam na blogu http://blog.revoluzzza.com/2012/04/06/lets-sew-an-amazing-little-easter-bunny-honey/
słodkie zajączki natychmiast uszyłam i ja podobne .
czwartek, 4 października 2012
Pierogi : ze szpiankiem oraz z kasza jaglaną i serem
Wczoraj od rana w mojej kuchni trwały roboty domowe szykowałam się do lepienia pirogów . Nadzienie i ciasto inne niż te które do tej pory robiłam .
Ciasto :
1kg mąki
1 całe jajko
2 żółtka
łyżka oleju
sól łyżeczkę
Do przesianej mąki wbiłam jajko , dodałam żółtka , olej , sol i dodawałam ciepła wodę ale nie gorącą . Wody dałam ciut więcej niż dwie szklanki , trudno określić jest dokładnie ilość wody jaka trzeba dodać to widać w trakcie zagniatania . Ciasto powinno być plastyczne i dość miękkie .Moje ciasto dobrze się wałkowało , tylko lekko podsypałam mąką ,dało się cienko wywałkować i potem ładnie się zlepiło . W trakcie gotowania nie pękało .
Nadzienie ze szpinaku :
Paczka mrożonego szpinaku podsmażona na patelni i zmielone w mikserze skrawki kurczaka z korpusu , ząbek czosnku pokrojony w maleńką kosteczkę , jedno białko od ciasta z pierogów , sól pieprz czarny i do zagęszczenia nadzienia sypnęłam kaszy manny .Po nasypaniu kszki trzeba nadzienie odstawić na jakiś czas, kaszka wchłania wilgoć pęczniej i daje nam zwięzły farsz .
Nadzienie z kaszy jaglanej i sera :
1szklanka kaszy jaglanej ugotowanej poprzedniego dnia plus kostka twarogu . Zrobiłam błąd dodając białko które mi zostało z pierogów bo ser był rzadki do tego białko i musiałam potem dodać dużo kaszy manny aby zagęścić nadzienie .Na pewno lepsze było by żółtko albo całkiem pominąć ten dodatek . Dodałam do nadzienia cukier bo miały być na słodko. Jeśli ktoś woli na słono to do nadzienia dodaje się pieprz i podsmażoną pokrojoną w maleńką kosteczkę cebule .
Do wody w której gotowały się pierogi dodałam trochę oleju , dzięki temu po ugotowaniu pierogi nie sklejają się do siebie . Aby mieć gorące pierożki na długo, rozgrzałam pusty duży garnek i wkładałam do niego ugotowane pierogi . Garnek przykryłam i włożyłam pod kołdrę :)) Tak przechowywane są ciepłe przez wiele godzin .Wyszło mi 100 pierogów i jeszcze ciasto mi zostało .
niedziela, 23 września 2012
Ketchup z cukinii
Przepis znaleziony w sieci według mnie bardzo dobry , dałam mniej ostrych przypraw , aromatyzowałam pod koniec gotowania czosnkiem . Na pewno zrobię jeszcze go to bardzo dobry pomysł na wykorzystanie cukinii . Przepis cytuje za blogiem "Niebieska Pistacja ".
http://niebieskapistacja.blox.pl/2012/08/Ketchup-z-cukinii.html
"
1,5 kg obranej cukinii
0,5 kg cebuli
2 szklanki cukru
szklanka octu
łyżeczka słodkiej papryki
kopiasta łyżeczka cayenne
łyżeczka pieprzu
400 g koncentratu pomidorowego
garść soli
Cukinię ścieramy na grubych oczkach, cebule drobno kroimy (cukinię i cebulę starłam na tarce o drobnych oczkach). Całość zasypujemy garścią soli, mieszamy i odstawiamy na 6 godzin (nie odciskamy), . Po tym czasie warzywa gotujemy do momentu aż zrobi się z nich papka, miksujemy blenderem na gładką masę . Następnie dodajemy cukier i ocet i gotujemy 20 minut. Następnie dodajemy koncentrat i przyprawy i gotujemy kolejne 20 minut. Pamiętajmy o mieszaniu całości od czasu do czasu i przelewamy gorące do słoiczków."
Ja nie pasteryzowałam bo nalałam gorące do słoików i wieczka się zassały .
Torba czarna w kwiaty
Uszyłam pierwszą torbę z usztywnieniem na ocieplinie , wyszła ciekawie :) Materiał z Ikei podszewka jedwabna .
piątek, 21 września 2012
Niebieska podusia
Wczoraj uszyłam niebieska poduszeczkę z mięciutkiej przemiłej flanelki , dodałam do niej ocieplinę aby była bardziej puchata i ozdobne stębnowania dla podkreślenia wzorów z misiami . Poduszkę uszyłam dla swojego dziecka .
Dziś rano jak wstałam na termometrze było tylko 7 stopni brr jak zimno . Wczoraj przyszło pismo z urzędu Miasta ,ze dostałam się na listę osób oczekujących na zamianę mieszkania . Jest więc jakaś nadzieją ,że kiedyś przeniesiemy się na większy metraż . Na noc rozkładam na podłodze w pokoju gąbkę dla siebie do spania , nie ma szansy nawet na to aby zmieściło się w mieszkaniu łózko dla mnie . W ciepłe dni jest ok ale jak zaczynają się chłody to zimno ciągnie od podłogi. Podłoga to deski i źle zrobiłam jak się wprowadzałam bo trzeba było dać jakieś linoleum aby nie wiało tak z tych szpar miedzy deskami . Przynajmniej wiem ,że spanie na twardym to dobre dla kręgosłupa :)))
Poluję na targu na tanie śliwki na powidła rozpiętość cena jest duża wczoraj nawet jakiś Pan chciał 5,50 zł za kg to juz chyba gruba przesada !!!
czwartek, 20 września 2012
Różowa podusia
Do różowej pościeli która ostatnio pokazywałam uszyłam wczoraj poduszkę z flanelki w identyczny wzór jak pościel . Ciesze się ,że mam w rodzinie takie maluszki bo miło się szyje takie słodkie drobiazgi :)
Na dworze coraz zimniej , rano jak wstaje jest jeszcze bardzo ciemno , szkoda ,że lato się skończyło choć upały dały się w tym roku we znaki . Złożyłam wniosek o konserwacje i przegląd pieców przed zimą , myślę ,że już niedługo trzeba będzie zacząć palenie . dzieci chętnie chodzą w tym roku do szkoły . Wczoraj byłam porozmawiać z wychowawczynią najmłodszej córeczki bo wciąż ma kłopoty z czytaniem .Przy okazji rozmawiałam z wychowawczyniami reszty dzieci i byłam bardzo miło zaskoczona bo usłyszałam same pochwały . Ciągle tłumacze ,że nauka jest w życiu najważniejsza , bo bez solidnego wykształcenia nie ma możliwości zdobycia dobrego zawodu a co za tym idzie ,szansy na normalne życie . Nie mam możliwości zabezpieczyć finansowo dzieci , ale zrobię wszystko aby miały możliwość jak najdłużej uczyć się . Teraz w Polsce jest trudno na świecie szaleje kryzys , ale to tez kiedyś się skończy . Uważam ,że jest teraz dużo możliwości dla młodych i wykształconych ludzi , można wyjechać i jeśli ktoś zna języki to ma szanse na dobry start . Wczoraj pomagałam córce rozwiązywać przykłady z matematyki , chodziło o kolejność wykonywanych działań i zasady jakie tym żądzą . Dziecko nie pamiętało i tłumaczyła się tym ,że przecież o tym uczyła się w zeszłym roku i ma prawo nie pamiętać . Powiedziałam jej wtedy ,że przecież ja uczyłam się tego 37 lat temu i wciąż pamiętam !!! zapytałam się co zrobi kiedyś jak jej córka przyjdzie do niej z prośbą o pomoc w matematyce czy nie będzie jej wstyd ,że nie potrafi !! Jestem wdzięczna moim nauczycielom ,że potrafili tak nauczyć mnie ,że prawie po 40 latach nie mam problemu z przypomnieniem sobie takich rzeczy . Moim celem jest rozbudzić w moich dzieciach ambicje do nauki ,żeby chciały zaimponować sami sobie ,że potrafią . staram się jak najwięcej z nimi rozmawiać tłumaczyć i wyjaśniać , czemu trzeba robić czasami rzeczy które są potrzebne ale niezbyt łatwe tak jak nauka .
wtorek, 18 września 2012
Kotek naklamkowy
Kotek naklamkowy to nowy gatunek kotka który mieszka sobie na klamkach w naszych domach . Spod mojej maszyny wyskoczyły dwa takie kotki :) Kiedyś już szyłam takiego kotka ale te są dużo większe i bardziej mi się podobają . Kotki uszyłam jako prezent dla dwóch dzieci z mojej rodziny . Bardzo cieszę się ,że umiem uszyć różne rzeczy bo nie mam teraz problemu czym obdarować innych ludzi . Okazało się ,że to co szyje podoba się i cieszy innych . A ja bardzo się cieszę kiedy moje prace sprawiają radość innym ludziom . Moja bratanica urodziła niedawno córeczkę to dla niej był ten zielony komplet który pokazywałam w poście "jestem babcią " teraz uszyłam jeszcze dwie zmiany pościeli tym razem różowe. jeden z kotków jest właśnie dla niej jako dodatek do pościeli , a drugi dla malutkiego synka mojego brata . Jeśli ktoś chce wykrój na kotka chętnie się podzielę proszę pisać na maila .
środa, 12 września 2012
Papryka na zimę super przepis
Przepis na ta paprykę mam juz kilka lat i robię tylko taką jest jędrna i pachnąca ,zawsze się udaje pod warunkiem ,że nie przegotuje się słoików podczas pasteryzacji. Przepis jest dla mnie fajny bo nie trzeba robić wszystkiego od razu . Ja robię tak ,że kroję paprykę zasypuję sola odstawiam na noc a rano dodaję resztę składników i wkładam do słoików . Jak mam czas to pasteryzuje od razu ,jak nie to tez nic się nie stanie jak poczeka trochę w słoikach .
5 kg papryki
1 duża główka czosnku jak ktoś lubi to i dwie można dać
8dkg soli
1 szklanka( 250 ml) cukru
1 szklanka (250 ml) octu 10%
1\2 szklanki(250) oleju
Paprykę kroję w kawałki kosteczki około 1cm do 1,5 cm . W dużym wiaderku zasypuje solą i odstawiam na dłużej , najkrócej 4 h . Chodzi o to aby papryka puściła sok . Na fotce widac właśnie taką paprykę z sokiem .
Soku tego nie wylewamy ale dodajemy do papryki cukier, olej ,czosnek obrany i pokrojony w plasterki . Mieszamy to wszystko i odstawiamy np .2 godziny . Potem papryke wraz z wytworzonym sokiem wkładamy do słoików , lepsze takie nie duże jak po dżemie . Pasteryzuje dosłownie 5 -10 minut i potem gorące słoiki stawiam do góry denkiem okrywam grubo kocem i zostawiam do wystygnięcia . pasteryzuje krótko to wtedy papryka zachowuje jędrności , jesli się ją długo gotuje robi się miękką ale może komuś taka właśnie smakuje . bardzo dobry jest czosnek z takiej papryczki . Wszystko razem jest pachnące i smaczne . używam tego do pizzy na kanapki , do sałatek .Ocet można dać słabszy i cukier tez można dać w mniejszej ilości no 3\4 szklanki .
5 kg papryki
1 duża główka czosnku jak ktoś lubi to i dwie można dać
8dkg soli
1 szklanka( 250 ml) cukru
1 szklanka (250 ml) octu 10%
1\2 szklanki(250) oleju
Paprykę kroję w kawałki kosteczki około 1cm do 1,5 cm . W dużym wiaderku zasypuje solą i odstawiam na dłużej , najkrócej 4 h . Chodzi o to aby papryka puściła sok . Na fotce widac właśnie taką paprykę z sokiem .
Soku tego nie wylewamy ale dodajemy do papryki cukier, olej ,czosnek obrany i pokrojony w plasterki . Mieszamy to wszystko i odstawiamy np .2 godziny . Potem papryke wraz z wytworzonym sokiem wkładamy do słoików , lepsze takie nie duże jak po dżemie . Pasteryzuje dosłownie 5 -10 minut i potem gorące słoiki stawiam do góry denkiem okrywam grubo kocem i zostawiam do wystygnięcia . pasteryzuje krótko to wtedy papryka zachowuje jędrności , jesli się ją długo gotuje robi się miękką ale może komuś taka właśnie smakuje . bardzo dobry jest czosnek z takiej papryczki . Wszystko razem jest pachnące i smaczne . używam tego do pizzy na kanapki , do sałatek .Ocet można dać słabszy i cukier tez można dać w mniejszej ilości no 3\4 szklanki .
sobota, 8 września 2012
Torby na zakupy
Na prośbę mojej sąsiadki powstały dwie torby na zakupy są mega mocne i pojemne , urok ich to materiał z Ikei . Mam w planach szycie kolejnej pościelki dla mojej ciotecznej wnusi , zielona bardzo się podobała , teraz jest zamówienia na różową . Robię wciąż przetwory na zimę dostałam od znajomej duża siatkę antonówek . Jabłka nie wyglądają pięknie ale jako dżem są nieziemsko pyszne . Wczoraj oczyściłam 5kg papryki zasypałam na noc solą i dziś będę robić zalewę i wkładać do słoików. Mam sprawdzony przepis, robię go od kilku lat i bardzo nam smakuje, podam go w następnym poście . Papryka jest jędrna i chrupiąca, daję ją na kanapki i do sałatki jarzynowej . Planuje jeszcze powidła ze śliwek , myślę ,że nie powinny być drogie w tym roku . Dziękuje czytającym i komentującym osobom za ogromne pozytywne energetyczne doładowania :)) Od razu robi się cieplej na sercu i buzia sam się uśmiecha od tych miłych słów od Was :))
niedziela, 2 września 2012
Bułeczki żółwiki
Już dawno miałam w zakładkach ten pomysł podejrzałam go na blogu "Smaczna Pyza", w sobotę w końcu zebrałam się za wypróbowanie przepisu . W oryginale bułeczki są nadziewane u mnie nie . Ciasto ładnie się formuje i nie klei do stolnicy , jak dla mnie zbyt mało słodkie . Wierzch posmarowałam ubitym białkiem i posypałam cukrem . Podaję link do przepisu .
http://smacznapyza.blogspot.com/2011/07/zowiki.html
Cytuje za blogiem
"składniki:
3 szkl. mąki pszennej t.500 (szkl. poj.220ml)
4 dkg drożdży
1 jajko
50 g masła
1/3 łyżeczki soli
4 łyżki cukru
ok. 200 ml mleka
nadzienie: 25 dkg białego sera twarogowego, użyłam półtłustego
1 żółtko
1 op. cukru waniliowego 16g
szczypta soli
1 łyżka budyniu waniliowego w proszku
2 - 3 suszone żurawiny albo rodzynki na oczka
1 żółtko + 1 łyżeczka mleka do posmarowania przed pieczeniem
sposób przygotowania: drożdże wkruszyłam do kubeczka, dolałam 100 ml lekko podgrzanego mleka, dosypałam 2 łyżki cukru i 2 łyżki mąki - wymieszałam i odstawiłam w ciepłe miejsc na ok. 15 min.. Jajko roztrzepałam z resztą mleka i rozpuszczonym, lekko przestudzonym tłuszczem. Mąkę przesiałam z solą do miski. Wlałam rozczyn i mieszankę z jajkiem, zagniotłam miękkie, ale zwarte ciasto, wyrabiałam dokładnie przez kilka minut. Odłożyłam przykryte ściereczką na ok. 30 min..
Ser zmieliłam, dodałam pozostałe składniki i dokładnie wymieszałam.
Podrośnięte ciasto ponownie zagniotłam. Oderwałam 10 - 12 kawałków wielkości dużego orzecha włoskiego. Każdą z nich rozwałkowałam na placek średnicy 8 - 10 cm, na środek nałożyłam czubatą łyżeczkę masy serowej, zlepiłam dokładnie brzegi zbierając je razem, uformowałam okrągłe bułeczki, ułożyłam luźno na blasze (a raczej dwóch wyłożonych papierem do pieczenia) zlepieniem do dołu. Z reszty ciasta odrywałam nieduże kulki, wielkości dużych orzechów laskowych, z wydłużonym końcem - to będą łepki żółwi - wydłużony koniec trzeba posmarować lekko wodą i podłożyć z jednej strony bułeczki - tułowia. Z drugiej strony w taki sam sposób podłożyłam cienki wałeczek ciasta jako ogonek. Z kawałków ciasta lepiłam podłużne kawałki, płaskie i szerokości kciuka z drugim końcem wąskim na łapki. Szeroki koniec nacięłam w dwóch miejscach ostrym nożem - pazurki - a cienki posmarowałam wodą i podkleiłam pod tułów po dwie sztuki z obu stron. Ostrym, szpiczastym nożykiem zrobiłam dwa nacięcia w główce i wetknęłam w nie kawałki suszonej żurawiny - trzeba wepchnąć dość głęboko żeby rosnące ciasto nie wypchnęło ich. Wierzch tułowia nacięłam lekko na krzyż ostrym nożem - trzeba uważać żeby nie przeciąć całość aż do nadzienia. Całe żółwiki posmarowałam żółtkiem roztrzepanym z mlekiem i blachę wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 170 st.C. Piekłam ok. 20-25 min.. Nie odkładałam żółwików do wyrośnięcia bo tułowia ładnie podrosły zanim dolepiłam wszystkie elementy....ale jeśli w domu nie jest dość ciepło i ciasto wolniej rośnie to można je na chwilę przykryć i odłożyć.
Bułeczki są pyszne, nie za bardzo słodkie - można je zrobić z wytrawnym nadzieniem i wtedy dodać do ciasta tylko 1 łyżeczkę cukru.""
http://smacznapyza.blogspot.com/2011/07/zowiki.html
Cytuje za blogiem
"składniki:
3 szkl. mąki pszennej t.500 (szkl. poj.220ml)
4 dkg drożdży
1 jajko
50 g masła
1/3 łyżeczki soli
4 łyżki cukru
ok. 200 ml mleka
nadzienie: 25 dkg białego sera twarogowego, użyłam półtłustego
1 żółtko
1 op. cukru waniliowego 16g
szczypta soli
1 łyżka budyniu waniliowego w proszku
2 - 3 suszone żurawiny albo rodzynki na oczka
1 żółtko + 1 łyżeczka mleka do posmarowania przed pieczeniem
sposób przygotowania: drożdże wkruszyłam do kubeczka, dolałam 100 ml lekko podgrzanego mleka, dosypałam 2 łyżki cukru i 2 łyżki mąki - wymieszałam i odstawiłam w ciepłe miejsc na ok. 15 min.. Jajko roztrzepałam z resztą mleka i rozpuszczonym, lekko przestudzonym tłuszczem. Mąkę przesiałam z solą do miski. Wlałam rozczyn i mieszankę z jajkiem, zagniotłam miękkie, ale zwarte ciasto, wyrabiałam dokładnie przez kilka minut. Odłożyłam przykryte ściereczką na ok. 30 min..
Ser zmieliłam, dodałam pozostałe składniki i dokładnie wymieszałam.
Podrośnięte ciasto ponownie zagniotłam. Oderwałam 10 - 12 kawałków wielkości dużego orzecha włoskiego. Każdą z nich rozwałkowałam na placek średnicy 8 - 10 cm, na środek nałożyłam czubatą łyżeczkę masy serowej, zlepiłam dokładnie brzegi zbierając je razem, uformowałam okrągłe bułeczki, ułożyłam luźno na blasze (a raczej dwóch wyłożonych papierem do pieczenia) zlepieniem do dołu. Z reszty ciasta odrywałam nieduże kulki, wielkości dużych orzechów laskowych, z wydłużonym końcem - to będą łepki żółwi - wydłużony koniec trzeba posmarować lekko wodą i podłożyć z jednej strony bułeczki - tułowia. Z drugiej strony w taki sam sposób podłożyłam cienki wałeczek ciasta jako ogonek. Z kawałków ciasta lepiłam podłużne kawałki, płaskie i szerokości kciuka z drugim końcem wąskim na łapki. Szeroki koniec nacięłam w dwóch miejscach ostrym nożem - pazurki - a cienki posmarowałam wodą i podkleiłam pod tułów po dwie sztuki z obu stron. Ostrym, szpiczastym nożykiem zrobiłam dwa nacięcia w główce i wetknęłam w nie kawałki suszonej żurawiny - trzeba wepchnąć dość głęboko żeby rosnące ciasto nie wypchnęło ich. Wierzch tułowia nacięłam lekko na krzyż ostrym nożem - trzeba uważać żeby nie przeciąć całość aż do nadzienia. Całe żółwiki posmarowałam żółtkiem roztrzepanym z mlekiem i blachę wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 170 st.C. Piekłam ok. 20-25 min.. Nie odkładałam żółwików do wyrośnięcia bo tułowia ładnie podrosły zanim dolepiłam wszystkie elementy....ale jeśli w domu nie jest dość ciepło i ciasto wolniej rośnie to można je na chwilę przykryć i odłożyć.
Bułeczki są pyszne, nie za bardzo słodkie - można je zrobić z wytrawnym nadzieniem i wtedy dodać do ciasta tylko 1 łyżeczkę cukru.""
sobota, 1 września 2012
piątek, 31 sierpnia 2012
Jestem Babcią :))
Wczoraj zostałam Babcią co prawdą cioteczną , bo dziecko urodziła córka mojego brata , ale radość jest ogromna . Do końca nie wiadomo było co tam siedzi w brzuszku i miałam problem z wyborem materiału dla dzieciątka . Uszyłam w prezencie komplet pościeli i rożek . Teraz z niecierpliwością czekam na fotki , bo uwielbiam takie maluchy są najsłodsze na świecie :))
sobota, 25 sierpnia 2012
Lato kończy się ...szkoda :(
Tegoroczne lato zapamiętam poprzez pryzmat mojej operacji , miałam plany ,że pomaluje sobie sama ściany w mieszkaniu ale wyszło inaczej . Planowałam rozłożyć w kuchni linoleum które dostałam od sąsiadki , bo wymieniała u siebie . Wykładzina leży w piwnicy . Chciałam pomalować lamperie w łazience ten plan tez nie wypalił . Szkoda było by na pewno dużo przyjemniej mieszkać. na razie przesuwanie mebli i noszenie ciężkich rzeczy nie wchodzi w rachubę odłożę swoje plany na jakiś czas , może jesień będzie ciepła i łagodna to uda mi się choć lamperie w łazience pomalować . W tym tygodniu był inspektor budowlany , porobił fotki spękań w budynku i ma robić ekspertyzę . Czekam na to , bo ciągle z niepokojem patrzę na rysy i spękania na ścianach . nie udało mi się w tym roku zrobić truskawek , ale za to na mojej kuchni ciągle perkocze gar z dżemem z jabłek . Były juz papierówki a teraz przerabiam antonówki . Planuję tez zrobić paprykę na zimę . Dzieci cieszą się z powrotu do szkoły , kiedy patrzę na nich ,że są już tacy duzi ciągle zastanawiam się kiedy ten czas tak szybko przeminął .
czwartek, 16 sierpnia 2012
Powrót do szycia i porcelana z Limoges :))
Zajrzałam wczoraj do mojego ulubionego komisu gdzie czasami można trafić prawdziwe perełki , no i był to strzał w 10 bo kupiłam z 5 zł dwa talerzyki i maleńki dzbanuszek a wszytko z przepięknej porcelany z Limoges :)) Od dziś mogę podjadać sobie ciasteczka z tej ekskluzywnej porcelany . Uwielbiam takie pojedyńcze talerzyki , mam już zbór kilku i zawsze każdy z nich bardzo mnie cieszy . Wszystkie udało mi się upolować w jednym komisie .
Czuję się już na tyle dobrze ,że z radością znów mogę siedzieć przy maszynie i szyć . Uszyłam 4 torby na zakupy( dwie już cieszą sąsiadkę ), duża kosmetyczkę na przydasie szyciowe , mała kosmetyczkę w czaszki dla córki .
Dostałam tez pismo z Urzędu Miasta w sprawie pękających ścian ma być zrobiona ekspertyza nadzoru Budowlanego . Wtedy podejmą jakieś decyzje w sprawie remontu na razie mur pęka dalej pod deszczach w nowym miejscu odleciał tynk . Mam nadzieje ,że inspektor przyjdzie zanim kamienica całkiem się rozpadnie !!!
Czuję się już na tyle dobrze ,że z radością znów mogę siedzieć przy maszynie i szyć . Uszyłam 4 torby na zakupy( dwie już cieszą sąsiadkę ), duża kosmetyczkę na przydasie szyciowe , mała kosmetyczkę w czaszki dla córki .
Dostałam tez pismo z Urzędu Miasta w sprawie pękających ścian ma być zrobiona ekspertyza nadzoru Budowlanego . Wtedy podejmą jakieś decyzje w sprawie remontu na razie mur pęka dalej pod deszczach w nowym miejscu odleciał tynk . Mam nadzieje ,że inspektor przyjdzie zanim kamienica całkiem się rozpadnie !!!
niedziela, 12 sierpnia 2012
"Piszczącące sianko "
Moja średnia córka uwielbia zwierzęta , zakupiła sobie jakiś czas temu ze swoich oszczędności chomika miał być chłopczyk i nazwała go Maniek . Po pewnym czasie doszła do wniosku ,że Mańkowki samemu smutno w klatce i kupiłam mu kolegę do zabawy . Chomiki bawiły się i owszem ale do czasu bo potem zaczęły się gryźć i trzeba było je rozdzielić . Jak wróciłam po operacji do domu na 2 dzień w nocy moje dziecko budzi mnie i mówi tak " Mamo boję się bo u Mańka w klatce "piszczy sianko " . Ja zbudzona ze snu pomyślałam ,że pewnie coś się jej przyśniło . Przytuliłam ja posłuchałyśmy ale nic nie piszczało . Na drugi dzień ku mojemu największemu zdziwieniu okazało się ,że rzeczywiście " Sianko Piszczy ""!!!!Maniek okazał się dziewczynką i po zabawie z kolegą urodził maleńkie chomisie . Czekałyśmy z niecierpliwością na to kiedy je pierwszy raz zobaczymy i wczoraj cierpliwość została nagrodzona . Maleństwa niepewnym krokiem na cudnych maleńkich łapkach zaczęły wyłaniać się z gniazda, mają może ze 2cm długości i są absolutnie cudne :) . Wydaje mi się ,że jest ich 3 ale nie jestem tego pewna na 100% .
czwartek, 9 sierpnia 2012
jest Ok :))
Miałam awarię internetu , ale już jestem i mogę napisać o dobrych rzeczach . Najważniejsza to ta ,że mam już wyniki histopatologiczne i nie ma tam nic złego , potwierdzają tylko ropny stan zapalny, uf kamień spadł mi z serca :) rana pooperacyjna goi się w końcu prawidłowo , stan zapalny dzięki okładom z rywanolu ustąpił , a przetoki przez które wciąż się coś sączyło zagoiły się i zamknęły . Dzięki temu mogę już w miarę normalnie chodzić i swobodnie siedzieć na krześle . Jak to człowiekowi mało do szczęścia potrzeba !!Udało mi się zakupić 13 kg ogórków do kiszenia , dzieci pomogły przynieść je z targu , dziewczynki pomyły ogórki napełniły nimi butelki po mleku ( tak jak w zeszłym roku kiszę w plastikowych butelkach po mleku )dodały koper i czosnek a ja przygotowałam zalewę i zalałam gotowe ogórki . bardzo się cieszę z tych ogórków bo potem w zimie to podstawa do kanapek i ukochanej ogórkowej moich dzieci .
Wymyśliłam tez jak zrobić naturalny aromat zapachowy u mnie cytrynowy ale identycznie można zrobić z pomarańczy , Zastosowanie takiego aromatu jest duże do ciast naleśników deserów czy aromatyzowaniu herbaty lub kompotów owocowych .
Cytrynę przede wszystkim trzeba namoczyć we wrzącej wodzie i dokładnie umyć szczoteczką i mydłem , dlatego ,żeby usunąć substancje chemiczne które konserwują owoc przed zepsuciem . Potem ścieramy na tartce na najdrobniejszych oczkach tylko żółtą skórkę . staramy się zrobić to dokładnie bo biała część pod spodem jest gorzka . Do utartej skórki z jednej cytryny dodajemy dwie łyżki cukru i 100ml wody .
Teraz stawiamy na mały ogień i gotujemy kilka minut , potem zostawiamy syrop do stygnięcia , odcedzamy przez najdrobniejsze sitko i takie syrop wlewamy do słoiczka . Można go przechowywać w lodówce , ma piękny cytrynowy zapach i żółty kolor .Tak samo robimy zapach pomarańczowy .Dodajemy do potrawy niewielką ilość takiego syropu .
Wymyśliłam tez jak zrobić naturalny aromat zapachowy u mnie cytrynowy ale identycznie można zrobić z pomarańczy , Zastosowanie takiego aromatu jest duże do ciast naleśników deserów czy aromatyzowaniu herbaty lub kompotów owocowych .
Cytrynę przede wszystkim trzeba namoczyć we wrzącej wodzie i dokładnie umyć szczoteczką i mydłem , dlatego ,żeby usunąć substancje chemiczne które konserwują owoc przed zepsuciem . Potem ścieramy na tartce na najdrobniejszych oczkach tylko żółtą skórkę . staramy się zrobić to dokładnie bo biała część pod spodem jest gorzka . Do utartej skórki z jednej cytryny dodajemy dwie łyżki cukru i 100ml wody .
Teraz stawiamy na mały ogień i gotujemy kilka minut , potem zostawiamy syrop do stygnięcia , odcedzamy przez najdrobniejsze sitko i takie syrop wlewamy do słoiczka . Można go przechowywać w lodówce , ma piękny cytrynowy zapach i żółty kolor .Tak samo robimy zapach pomarańczowy .Dodajemy do potrawy niewielką ilość takiego syropu .
piątek, 3 sierpnia 2012
Co dzień to lepiej .
Rana pooperacyjna zaczęła się w końcu goić , stan zapalny powoli ustępuje . Robię wciąż okłady z rywanolu . Siły powoli wracają , wraz z ustępowaniem stanu zapalnego lepiej jest mi chodzić . Na razie sił brak i chodzę jak 100 letnia staruszka , ale nie od razu Kraków zbudowano . Dobrze ,że mieszkam w centrum miasta to wszędzie jest blisko , zakupy robią dzieci . A ja jestem już na tyle sprawna ,że udaje mi się ugotować coś do zjedzenia . dzieci bardzo się cieszą ,że jestem w domu wciąż przytulaja się do mnie . Miałam być na badaniach w Klinice w Lublinie ale na razie jest to niemożliwe . Być może we wrześniu będę mogła tam pojechać . Zobaczcie jakie słodkie Laurki dostałam :))
niedziela, 29 lipca 2012
Operacja ciąg dalszy
Niestety nadal czuję się kiepsko . Wczoraj sąsiadka zawiozła mnie do szpitala . Na ginekologi przyjął mnie lekarz , bo rana po operacji zaczyna się paskudzić . W dolnej części wytworzył się stan zapalny . Dostałam rywanol do okładów i przykazanie natychmiastowego powrotu w razie gorączki czy większej bolesności brzucha . Dziś trochę chodzę po mieszkaniu , trochę leże . Miałam dać fotkę rany pooperacyjnej ale jest to zbyt drastyczny widok , nie był to za dobry pomysł . Muszę pochwalić lekarzy i personel pielęgniarski ze swojego szpitala . Pomimo iż od początku wszyscy wiedzieli ,że mam HCV ,nie było z tego powodu żadnych problemów . Ja zawsze mówię o chorobie , uważam ,że powinnam chronić innych ludzi przed możliwością zarażenia się ode mnie . W szpitalu miałam bardzo dobra opiekę i jestem bardzo wdzięczna lekarzom i pielęgniarkom za uratowanie mi życia i opiekę . Po raz kolejny mogłam się przekonać jak życie może się zmienić w przeciągu kilku godzin . W szpitalu modliłam się i prosiłam Boga aby pozwolił mi zostać z moimi dziećmi . W takich chwilach tylko o tym myślałam , tylko o nich .
piątek, 27 lipca 2012
Operacja
Tak jak pisałam w piątkowym poście męczyła mnie gorączka , w sobotę nadal leżałam w łóżku łykałam ibuprom i zastanawiałam się co mi jest . W niedziele rano zbudziłam się z językiem tak napuchniętym ,że mówienie ba nawet połknięcie łyka wody było prawie niemożliwe . Resztką sił dowlokłam się na pogotowie . Lekarz nawet nie raczył mnie zbadać zajrzał w gardło i uczonym tonem oznajmił " To na pewno angina " "ale Pani Doktór mnie nie boli gardło !!" " Nic nie szkodzi ."
Dostałam antybiotyk , oczywiście lekarz nie raczył zaznaczyć ,że mam prawo do zniżki i w aptece musiałam zapłacić 60zl , ale nie miałam już siły wracać tam z powrotem .
Cała niedziele leżałam w łóżku z gorączką do 38 , robiłam sobie zimne okłady na brzuch bo miałam wrażenie ,że w środku płonie ognisko . Myślałam ,że jak dotrwam do poniedziałku to pójdę do ginekologa . Już wtedy świtało mi ,że być może to nie angina tylko jakiś problem z torbielami na jajniku . Niestety w poniedziałek jak zbudziłam się o 6 rano ból brzucha był tak silny ,że nie mogłam prawie oddychać . Zbudziłam dzieci i zadzwoniłam po pogotowie oraz do mamy aby przyszła do dzieci .
W szpitalu skierowali mnie na ginekologie , ja sama sugerowałam problemy z torbielem . Na oddziale , poszło już szybko badania bardzo bolesne , USG pokazał płyn w jamie brzusznej i zmieniony jajnik . Gorączka podskoczyła do 40,6 stopni dreszcze miałam takie ,że mało języka sobie nie odgryzłam . Lekarz powiedział ,że to początek sepsy i ruch się zrobił jak na filmie . O 13,30 leżałam już na stole operacyjnym . Zabieg trwał dwie i pół godziny , jak się zbudziłam to czułam przejmujący ból do wole brzucha . Operacja tak jak mówił lekarz zrobiona była w ostatniej chwili , stan zapalny objął już jelita i w środku było dużo ropy . Winowajcą tego był prawdopodobnie torbiel na jajniku . Za 3 tygodnie będą wyniki histopatologii. Jestem już w domu , ale ran po operacji goi się kiepsko , są dwie przetoki przez które wciąż leci coś ze środka , a część szwu jest czerwona i obrzęknięta . Ciężko mi chodzić , siedzieć , leżeć . Po operacji miałam podawane 3 antybiotyki na raz , aby opanować zakażenie w środku . Szew na brzuchu zaczyna się od pępka a kończy na samym dole , nie mogę się na niego patrzeć bo robi mi się słabo a muszę bo opatrunki zmieniam sobie sama . Dzieci przeszły przyśpieszony kurs życia , a ja cieszę się ,że żyje . To na razie tyle zmykam do łóżka leżeć .Dziękuje za miale i życzliwe komentarze cieszę się ,że mam tyle osób , którym mój los nie jest obojętny .
wtorek, 24 lipca 2012
jestem w domu
dziś wróciłam ze szpitala , miałam operacje , napisze więcej jak dam radę usiąść przy kompie .Przepraszam za brak kontaktu . Odpiszę na maile sukcesywnie .
piątek, 13 lipca 2012
Budowalny problem
Wczoraj przyszedł Przedstawiciel TBS , porobił fotki . Byliśmy w piwnicy oglądać strop tam tez stan ich bardzo się pogorszył . Myślę ,że duży wpływ na ten stan ma to ,że paczki i listy na pocztę dostarcza od kilku miesięcy bardzo duży tir . Dwa razy dziennie kiedy wjeżdża na plac pocztowy ( jest to kamienica obok ) to cały dom drży jak w czasie trzęsienia ziemi . Kiedy pierwszy raz to się zdarzyło wybiegłam przestraszona na ulice bo myślałam ,że to trzęsienie ziemi . TBS bardzo dobrze zarządza kamienica i opiekuje się wszystkim , nie ma potrzeby zawiadamiania żadnych mediów . Teraz czekamy na fachowca budowlanego , który oceni zakres prac . Z nie budowlanych wieści to wczoraj cały dzień męczyła mnie gorączka, wieczorem grubo ponad 38 stopni . Dziwne to dla mnie bo oprócz gorączki nie mam żadnych innych objawów . Zobaczy co się z tego wykluje .
czwartek, 12 lipca 2012
Budowalny problem
Wczoraj odpadł mi ze ściany w kuchni duży kawałek tynku , akurat siedziałam szyjąc dla dziecka sukienkę . Przestraszyłam się tak ,że aż nie mogłam zasnąć , ciągle nasłuchiwałam czy coś dalej się nie dzieje . Jeszcze w maju zgłaszałam do TBS ,że po zimie zapadł się teren pod moim kuchennym oknem , na ścianie pogłębiły się rysy, a w piwnicy po prostu ściana się rozpada . Problem jest w tym ,że woda deszczowa nie odpływa rynnami tylko leci po ścianie jedną wielką struga wprost do okienka piwnicznego wprost pod moją kuchnię . TBS odpowiedział mi wtedy ,że to zabezpieczą , ale nic się nie zmieniło . W dziurze która powstała widać jak pęknięta jest ściana nośna kamienicy . Zgłosiłam rano w Urzędzie Miasta ,teraz czekam na to co dalej . Może w końcu ktoś podejmie jakoś decyzje zanim dojdzie do jakiegoś nieszczęścia .
Subskrybuj:
Posty (Atom)
