sobota, 23 kwietnia 2011
czwartek, 21 kwietnia 2011
Tajemnicze życie
W trakcie porządków okazało się ,że w kuchni za ławą kwitnie sobie tajemnicze życie . jedną ścianę ociepliłam steropianem , ale jestem pewna ,że pod nim tez tak jest . W sumie to nawet nie wiem co z tym zrobić wypadało by skuwać tynk pryskać odgrzybiaczem , ale wstrzymam się z tym do lata .Podobno te preparaty są bardzo silnie działające i o intensywnym zapachu . W pokoju w regałach wszędzie mam wilgoć i grzyb .
środa, 20 kwietnia 2011
W końcu jestem ....
Nie nie byłam na wycieczce w ciepłych krajach choć chciałabym :)) Pomagałam mojej mamie w przedświątecznych porządkach , myłam okna zawieszałam firanki i najwidoczniej przewiało mnie . Dopadło mnie mega przeziębienie , nie wiedziałam ,że można zużyć tyle chusteczek do nosa:(dziś już katar mniejszy , ale dla równowagi od 4 już nie śpię bo kręgosłup bardzo mnie boli . Wzięłam leki przeciwbólowe i jak dzieci wstaną to pójdę na zastrzyk . Wszystkie moje plany co do porządkowania przed świętami na razie nie wykonane . Do tej pory przeziębienie położyło mnie do łózka , Zaraziłam tez córkę , a syn już wczoraj "ciagnął "nosem . Tak to już w życiu bywa ,że sobie planujemy a życie weryfikuje nasze plany . Liczę na to ,że teraz zabiorę się za sprzątnie domu i zastanowię się co upiec . Mama prosiła o metrowiec , a córka o sernik , więc chyba zrobię te dwa ciasta :). Planuję dziś kończyć z dziewczynkami pisanki .
niedziela, 10 kwietnia 2011
Ciasta Alberty
Dziś postanowiłam wypróbować przepis z bardzo starej książki kucharskiej Marii Disslowej "Jak gotować ". To jedna z moich ulubionych książek z przepisami . Namiętnie czytam i zbieram wszelkie książki z przepisami , najbardziej lubię te najstarsze mam kilka reprintów . Lubię czytać te opisy dawnego życia, nie wiem czemu ale są mi bardzo bliskie mam coś jakby Deja vu, czuję smak i zapach dawnych potraw tak jakbym tam była . Moja prababka ze strony ojca była klucznicą i prowadziła dwór na ziemiach wschodnich niedaleko Równego . Może mam po prostu w genach jakieś wspomnienie tego dawnego świata który już dawno przeminął , dlatego lubię stare przedmioty stare domy i marzy mi się mieszkać w drewnianym domu z gankiem i krużgankami z sadem i ogrodem warzywnym daleko oz zgiełku miasta . Podziwiam dawne kobiety za pracowitość i umiejętności , które dziś odchodzą do lamusa . Zajmowanie się domem , gotowanie , szycie , robienie zapasów na zimę , dbanie o dzieci i rodzinę . dziś pogardliwie nazywa się takie osoby "kurami domowymi" i talenty gospodarskie są w pogardzie kiedy wszystko można kupić sobie gotowe w sklepie . Uważam jednak ,że domowe wyroby są najlepsze najzdrowsze i tworzą atmosferę domowa , kiedy dom napełnia się aromatem jedzenia . na zawsze zostają z nami wspomnienia przysmaków jakie jedliśmy w latach dziecinnych w domu .
Dziś upiekłam ciasteczka które są podobne do kruchych ciastek coś jak Petit beury , można je przechowywać dłuższy czas , są tanie i łatwo się je robi .
Składniki :
25dkg mąki pszennej
6dkg mąki ziemniacznej
3dkg masła
1 jajo
12dkg cukru
3 płaskie łyżki śmietany kwasnej lub słodkiej
1 łyżeczka sody
zapach waniliowy
W misce ucieramy robotem miękkie masło z cukrem , potem dodajemy jajo, zapach , śmietanę i sodę . Do utartej masy dodajemy obie mąki i zagniatamy ciasto . Moje było bardzo miękkie bo miałam duże jajo i chyba za dużo dałam śmietany wiec podsypałam jeszcze dodatkowo odrobiną mąki . Postem wstawiłam na 2 godziny do lodówki . Wałkowałam na stolnicy podsypując mąką na grubość 0,5 cm i wycinałam ciasteczka , trzeba je nakłuć widelcem lub czymś ostrym . Piec do zrumienienia w gorącym piekarniku 180 stopni . Mi z tej porcji wyszło 56 ciasteczek .
Dziś upiekłam ciasteczka które są podobne do kruchych ciastek coś jak Petit beury , można je przechowywać dłuższy czas , są tanie i łatwo się je robi .
Składniki :
25dkg mąki pszennej
6dkg mąki ziemniacznej
3dkg masła
1 jajo
12dkg cukru
3 płaskie łyżki śmietany kwasnej lub słodkiej
1 łyżeczka sody
zapach waniliowy
W misce ucieramy robotem miękkie masło z cukrem , potem dodajemy jajo, zapach , śmietanę i sodę . Do utartej masy dodajemy obie mąki i zagniatamy ciasto . Moje było bardzo miękkie bo miałam duże jajo i chyba za dużo dałam śmietany wiec podsypałam jeszcze dodatkowo odrobiną mąki . Postem wstawiłam na 2 godziny do lodówki . Wałkowałam na stolnicy podsypując mąką na grubość 0,5 cm i wycinałam ciasteczka , trzeba je nakłuć widelcem lub czymś ostrym . Piec do zrumienienia w gorącym piekarniku 180 stopni . Mi z tej porcji wyszło 56 ciasteczek .
sobota, 9 kwietnia 2011
Babka gotowana
Foremkę na tą babkę kupiłam w latach 90 gdzieś tak na początku ,wtedy tez robiłam tą babkę . Potem leżała na strychu w pudełku u mojej mamy . Przypomniałam sobie o niej teraz i zapragnęłam przywołać ten wspaniały smak babki gotowanej . Kiedyś takie formy były bardzo popularne a potrawy w nich przygotowane nosiły nazwę budyniów . W dawnych czasach przedwojennych kiedy kobiety gotowały na kuchniach opalanych węglem , nie było problemem gotowane przez długi czas takiej potrawy . Ot stawiało się na kuchni i potrawa przygotowywała się przy okazji gotowania innych rzeczy . Jestem wielką fanką kuchni węglowych na takiej uczyłam się gotować :) Budynie z takiej formy można robić na słono i na słodko . Mam starą książkę kucharską gdzie jest dużo przepisów na takie dania , jak wypróbuję i będą smaczne podzielę się przepisem .
Do przygotowania babki gotowanej potrzebujemy formę taką jak na fotce , moja jest już dość zniszczona ale ma ponad 20 lat wiec proszę o wyrozumiałość.
Składniki :
1 kostka 250g margaryny (najlepsze było by masło ale ja robię na margarynie)
5 jajek
1 szklanka 250ml cukru
1 szklanka 250ml mąki ziemniaczanej(ja część mąki zastąpiłam kisielem cytrynowym bez cukru )
1 szklanka mąki tortowej
1łyżeczka płaska proszku do pieczenia
może być jakiś zapach taki jak lubimy
1łyżka spirytusu ja robiłam bez tego ostatniego składnika
Margaryna musi poleżeć w temp pokojowej aby była miękka , ucieramy ją mikserem z cukrem na puszystą masę , dodajemy po jednym jajku (tez powinny nie być zimne z lodówki ) i po łyżce mąki wymieszanej z proszkiem do pieczenia . Na końcu ucierania dodajemy zapach i ewentualnie spirytus.
Formę do gotowania smarujemy od środka tłuszczem i wysypujemy bułką tartą . Wykładamy utarte ciasto do formy i zamykamy z wierzchu pokrywką . Potrzebujemy garnek takiej wielkości aby zmieściła się foremka i żebym można było to jeszcze z wierzchu przykryć pokrywką . Ja miałam za mały baniak , nie mogłam przykryć i po otwarciu przykrywki okazało się ,że babka jest surowa na wierzchu . Wymysliłam przykrycie z miski i gotowałam jeszcze dodatkowo 15 minut dłużej niż w przepisie . Forma z ciastem powinna być zanurzona w wodzie do 3\4 wysokości , wodę jak wygotowuje się należy uzupełniać.Formę wkładamy do gotującej się wody i gotujemy 1 godzinę i 15 minut . Po tym czasie odkrywany pokrywkę formy i zostawiamy w wodzie jeszcze 10 minut . Babkę zostawiamy aż kompletnie wystygnie i wtedy dopiero delikatnie wyjmujemy z formy. Dodatkowe info o gotowaniu : lepiej jest nalać wody w niedużej ilości na dno baniaka ,wtedy formy nie trzeba obciążać , ciasto gotuje sie wytworzoną parą , oczywiście uzupełniać wygotowana wodę i koniecznie przykryć .
Babkę można polać po ostygnięciu polewą , na pewno będzie ozdobą świątecznego stołu . Smakiem przypomina coś pomiędzy ciastem piaskowym , biszkoptem ale jest bardziej delikatne i po prostu rozpływa się w ustach i jest zupełnie inna niż ciasta pieczone .
Foremkę na takie ciasto można kupić na allegro trzeba wpisać w wyszukiwarkę allegro babka gotowana .
Byłam w czwartek na kontroli u reumatologa w Lublinie , lekarz jest dobrej myśli ale uważa ,że jest zbyt wcześnie aby powiedzieć czy lek działa . Dostałam receptę na leki przeciw bólowe i zalecenie aby bezwzględnie unikać słońca . Jeśli już to zabezpieczona kremami z max ochroną , taki jest wymóg podczas przyjmowania Quensylu .
Do przygotowania babki gotowanej potrzebujemy formę taką jak na fotce , moja jest już dość zniszczona ale ma ponad 20 lat wiec proszę o wyrozumiałość.
Składniki :
1 kostka 250g margaryny (najlepsze było by masło ale ja robię na margarynie)
5 jajek
1 szklanka 250ml cukru
1 szklanka 250ml mąki ziemniaczanej(ja część mąki zastąpiłam kisielem cytrynowym bez cukru )
1 szklanka mąki tortowej
1łyżeczka płaska proszku do pieczenia
może być jakiś zapach taki jak lubimy
1łyżka spirytusu ja robiłam bez tego ostatniego składnika
Margaryna musi poleżeć w temp pokojowej aby była miękka , ucieramy ją mikserem z cukrem na puszystą masę , dodajemy po jednym jajku (tez powinny nie być zimne z lodówki ) i po łyżce mąki wymieszanej z proszkiem do pieczenia . Na końcu ucierania dodajemy zapach i ewentualnie spirytus.
Formę do gotowania smarujemy od środka tłuszczem i wysypujemy bułką tartą . Wykładamy utarte ciasto do formy i zamykamy z wierzchu pokrywką . Potrzebujemy garnek takiej wielkości aby zmieściła się foremka i żebym można było to jeszcze z wierzchu przykryć pokrywką . Ja miałam za mały baniak , nie mogłam przykryć i po otwarciu przykrywki okazało się ,że babka jest surowa na wierzchu . Wymysliłam przykrycie z miski i gotowałam jeszcze dodatkowo 15 minut dłużej niż w przepisie . Forma z ciastem powinna być zanurzona w wodzie do 3\4 wysokości , wodę jak wygotowuje się należy uzupełniać.Formę wkładamy do gotującej się wody i gotujemy 1 godzinę i 15 minut . Po tym czasie odkrywany pokrywkę formy i zostawiamy w wodzie jeszcze 10 minut . Babkę zostawiamy aż kompletnie wystygnie i wtedy dopiero delikatnie wyjmujemy z formy. Dodatkowe info o gotowaniu : lepiej jest nalać wody w niedużej ilości na dno baniaka ,wtedy formy nie trzeba obciążać , ciasto gotuje sie wytworzoną parą , oczywiście uzupełniać wygotowana wodę i koniecznie przykryć .
Babkę można polać po ostygnięciu polewą , na pewno będzie ozdobą świątecznego stołu . Smakiem przypomina coś pomiędzy ciastem piaskowym , biszkoptem ale jest bardziej delikatne i po prostu rozpływa się w ustach i jest zupełnie inna niż ciasta pieczone .
Foremkę na takie ciasto można kupić na allegro trzeba wpisać w wyszukiwarkę allegro babka gotowana .
Byłam w czwartek na kontroli u reumatologa w Lublinie , lekarz jest dobrej myśli ale uważa ,że jest zbyt wcześnie aby powiedzieć czy lek działa . Dostałam receptę na leki przeciw bólowe i zalecenie aby bezwzględnie unikać słońca . Jeśli już to zabezpieczona kremami z max ochroną , taki jest wymóg podczas przyjmowania Quensylu .
środa, 6 kwietnia 2011
Sałatka Kwiatek
Bardzo lubię tą sałatkę , przepis na nią przywiozłam z mojego pobytu we Francji w latach 90 . Miałam to szczęście i możliwość pracować przez dwa lata w Nicei i Monaco . Bardzo dziękuje Osobie która mi to umożliwiła . To były najpiękniejsze dwa lata mojego życia , bardzo żałuję ,że nie mogłam tam zostać na zawsze .
Potrawy które tam jadałam bardzo mi smakowały , nawet najprostsze dania tamtej kuchni są przepyszne , a bagietki tak dobre ,że można je jeść bez końca . Była bym bardzo szczęśliwa gdybym mogła kiedyś jeszcze tam pojechać a najlepiej zostać na zawsze . Klimat bez zimy jest wspaniały :) .
Sałatkę kwiatek bardzo łatwo się robi , można ją przygotować wcześniej miesza się bezpośrednio przed jedzeniem . W oryginalnym przepisie w skład wchodzi cykoria ale ja jej nie miałam i zastąpiłam ją kapustą pekińską .
Na sałatkę potrzebujemy :
Gotowane buraczki
cykorie lub kapustę pekińską
Gotowane jajka
sos Vinegret gotowy z torebki lub wykonany samodzielnie najlepiej z wkrojonym ząbkiem czosnku
Duża salaterka .
Na dnie miski rozrabiamy sos , na niego układamy buraczki pokrojone w dość duża kostkę , jaja rozgniatamy widelcem , i układamy na wierzchu buraczków naokoło wykładamy pokrojono drobno kapustę . Sałatka wygląda jak kwiatek stąd jej nazwa . Podajemy nie zamieszaną . Mieszamy przed spożyciem , ja bardzo lubię taką sałatkę , a z dodatkiem bułki może zastąpić mi kolację lub obiad .
Chwalę się tez torebką komunijną zrobiłam ją na zamówienie , kwiatek tez sama zrobiłam :)
Potrawy które tam jadałam bardzo mi smakowały , nawet najprostsze dania tamtej kuchni są przepyszne , a bagietki tak dobre ,że można je jeść bez końca . Była bym bardzo szczęśliwa gdybym mogła kiedyś jeszcze tam pojechać a najlepiej zostać na zawsze . Klimat bez zimy jest wspaniały :) .
Sałatkę kwiatek bardzo łatwo się robi , można ją przygotować wcześniej miesza się bezpośrednio przed jedzeniem . W oryginalnym przepisie w skład wchodzi cykoria ale ja jej nie miałam i zastąpiłam ją kapustą pekińską .
Na sałatkę potrzebujemy :
Gotowane buraczki
cykorie lub kapustę pekińską
Gotowane jajka
sos Vinegret gotowy z torebki lub wykonany samodzielnie najlepiej z wkrojonym ząbkiem czosnku
Duża salaterka .
Na dnie miski rozrabiamy sos , na niego układamy buraczki pokrojone w dość duża kostkę , jaja rozgniatamy widelcem , i układamy na wierzchu buraczków naokoło wykładamy pokrojono drobno kapustę . Sałatka wygląda jak kwiatek stąd jej nazwa . Podajemy nie zamieszaną . Mieszamy przed spożyciem , ja bardzo lubię taką sałatkę , a z dodatkiem bułki może zastąpić mi kolację lub obiad .
Chwalę się tez torebką komunijną zrobiłam ją na zamówienie , kwiatek tez sama zrobiłam :)
sobota, 2 kwietnia 2011
Wiosenne baranki :)
Wczoraj skończyłam wiosenne baranki . Będą dekoracją świątecznego stołu i koszyczka . Zachęcam do prac z masy solnej to fajna zabawa wspólnie z dzieckiem .
piątek, 1 kwietnia 2011
Pasztet "Tylna ścianka "
"Projekt TYLNA ŚCIANKA to nic innego, jak propagowanie wykorzystywania jedzenia, które zazwyczaj wyrzucamy.
Po obiedzie upychamy wszystko w lodówce, żeby tylko się tego pozbyć, a po 3-4 dniach wyrzucamy spleśniałe i niezdatne do wykorzystania. To jeden z najważniejszych grzechów, które popełniamy na co dzień. A jednak z wczorajszej pieczeni można zrobić szaszłyki, ugotować chińską zupę albo wykorzystać do zapiekanki. Można też zjeść ją do kanapek lub dodać do pasztetu czy klopsa.
"Tylna ścianka" to nic innego jak powiedzenie sobie że się da, że można wykorzystywać jedzenie z wczoraj. To sięganie w lodówce do tylnej ściany i zjadanie produktów, które sami tam upchnęliśmy."
Tekst i fotka pochodzi z bloga Mydło powidlo przyłączam się do akcji nie marnowania jedzenia .Podaję link do akcji :
http://mydlopowidlo.blogspot.com/2011/03/projekt-tylna-scianka.html
W ramach tej akcji pokazuje jak wykorzystać mięso pozostałe po gotowaniu zupy czy rosołu . Ja jesli gotuje coś na korpusie obieram mięso od kości i wrzucam do zamrażalnika , mam osobny pojemnik w którym zbieram takie mięso . Mrożę tez ugotowane warzywa z rosołu , marchewkę, pietruszkę , seler .Teraz w pojemniku miałam tez trochę usmażonych pieczarek które zostały mi po robieniu zapiekanek i kawałek cienkiej kiełbasy która po kupieniu okazała się bardzo tłusta . W pojemniku tym było tez mięsoz 2 pieczonych skrzydełek które zostały z obiadu .
Zaznaczam ,ze nie jest to wykwintny pasztet ale w smaku jest bardzo dobry i o niebo lepszy od kupowanego w sklepie , bezk konserwantów i zmielonego" niewiadomoco ".
Do wykonania pasztetu zużyłam zawartość pudelka mięsno warzywnego , 30 dkg świeżej wieprzowej wątroby ,5 jajek , przyprawy , otręby pszenne , łyżkę koncentratu pomidorowego, dwie namoczone małe kajzerki .Fajny smak nadaje pasztetowi tarta gałka muszkatałowa ale nie miałam jej w domu .
Wątrobę usmażyłam na tłuszczu z cała cebulą podzieloną na 4 części . Wątróbkę smaży się krótko na niedużym ogniu długo smażona jest twarda .
Ja swój pasztet mieliłam przez maszynkę , można przygotowywać masę również w robocie . Jeśli ma się sitko z drobnymi oczkami to wystarczy przemielic raz ja nie miałam więc mieliłam masę dwukrotnie .
Do zmielonej masy dodajemy jajka przyprawy i dobrze odciśniętą z wody bułkę . Mieszamy wszystko dokładnie . Formę do pieczenia smarujemy tłuszczem i wysypujemy bułką tartą , do masy pasztetowej mozna dodać np kukurydze groszek lub inne warzywa w całości wtedy pasztet będzie kolorowy .
U mnie wyszło dwie keksówki , polałam odrobiną oleju z wierzchu .
Piekłam 50 minut w temp 180 stopni aż wierzch dobrze się zrumienił .
Po wystygnięciu podajemy z ulubionymi dodatkami ćwikła kiszonym ogórkiem , chrzanem . Ja zawsze robię więcej pasztetu i dziele się nim z mamą .
Po obiedzie upychamy wszystko w lodówce, żeby tylko się tego pozbyć, a po 3-4 dniach wyrzucamy spleśniałe i niezdatne do wykorzystania. To jeden z najważniejszych grzechów, które popełniamy na co dzień. A jednak z wczorajszej pieczeni można zrobić szaszłyki, ugotować chińską zupę albo wykorzystać do zapiekanki. Można też zjeść ją do kanapek lub dodać do pasztetu czy klopsa.
"Tylna ścianka" to nic innego jak powiedzenie sobie że się da, że można wykorzystywać jedzenie z wczoraj. To sięganie w lodówce do tylnej ściany i zjadanie produktów, które sami tam upchnęliśmy."
Tekst i fotka pochodzi z bloga Mydło powidlo przyłączam się do akcji nie marnowania jedzenia .Podaję link do akcji :
http://mydlopowidlo.blogspot.com/2011/03/projekt-tylna-scianka.html
W ramach tej akcji pokazuje jak wykorzystać mięso pozostałe po gotowaniu zupy czy rosołu . Ja jesli gotuje coś na korpusie obieram mięso od kości i wrzucam do zamrażalnika , mam osobny pojemnik w którym zbieram takie mięso . Mrożę tez ugotowane warzywa z rosołu , marchewkę, pietruszkę , seler .Teraz w pojemniku miałam tez trochę usmażonych pieczarek które zostały mi po robieniu zapiekanek i kawałek cienkiej kiełbasy która po kupieniu okazała się bardzo tłusta . W pojemniku tym było tez mięsoz 2 pieczonych skrzydełek które zostały z obiadu .
Zaznaczam ,ze nie jest to wykwintny pasztet ale w smaku jest bardzo dobry i o niebo lepszy od kupowanego w sklepie , bezk konserwantów i zmielonego" niewiadomoco ".
Do wykonania pasztetu zużyłam zawartość pudelka mięsno warzywnego , 30 dkg świeżej wieprzowej wątroby ,5 jajek , przyprawy , otręby pszenne , łyżkę koncentratu pomidorowego, dwie namoczone małe kajzerki .Fajny smak nadaje pasztetowi tarta gałka muszkatałowa ale nie miałam jej w domu .
Wątrobę usmażyłam na tłuszczu z cała cebulą podzieloną na 4 części . Wątróbkę smaży się krótko na niedużym ogniu długo smażona jest twarda .
Ja swój pasztet mieliłam przez maszynkę , można przygotowywać masę również w robocie . Jeśli ma się sitko z drobnymi oczkami to wystarczy przemielic raz ja nie miałam więc mieliłam masę dwukrotnie .
Do zmielonej masy dodajemy jajka przyprawy i dobrze odciśniętą z wody bułkę . Mieszamy wszystko dokładnie . Formę do pieczenia smarujemy tłuszczem i wysypujemy bułką tartą , do masy pasztetowej mozna dodać np kukurydze groszek lub inne warzywa w całości wtedy pasztet będzie kolorowy .
U mnie wyszło dwie keksówki , polałam odrobiną oleju z wierzchu .
Piekłam 50 minut w temp 180 stopni aż wierzch dobrze się zrumienił .
Po wystygnięciu podajemy z ulubionymi dodatkami ćwikła kiszonym ogórkiem , chrzanem . Ja zawsze robię więcej pasztetu i dziele się nim z mamą .
czwartek, 31 marca 2011
Obcięłam włosy
Musiałam pożegnać się z moimi długimi włosami , niestety u mnie Quensyl powoduje wypadanie włosów , z przodu była już spora łysinka zakryła ją teraz grzywka i jest ok . Po niedzieli jadę do Lublina na wizytę kontrolną do reumatologa , zobaczymy czy będzie zadowolony z wyników . Mam nadzieję ,że ominą mnie zastrzyki ze sterydów do stawów , bo mówił mi ,że trzeba będzie robić . bardzo się tego boję . Ogólnie czuję się dobrze i to jest dla mnie powód do wielkiej radości .
wtorek, 29 marca 2011
Wiosna :)
Znalazłam pierwsze kwiaty w ogródku u mojej mamy , znak to ,że wiosna przyszła pomimo tego iż noce są jeszcze bardzo zimne.
Torcik rafaello z ksylitolem
Dostałam na spróbowanie cukier z soku brzozy inaczej zwany Ksylitol . Dziękuje Justynko :)) Cukier ten jest bardzo zdrowy dla organizmu ma ogromną listę zalet .Użyłam go do zrobienia mojego torciku rafaello . Dodaje relacje z pieczenia krok po kroku wiem ,ze czyta mnie wiele osób , które są zainteresowane właśnie taka forma gotowania . Torcik jest łatwy szybko się go robi można go upiec dzień wcześniej i przechowywać w lodówce , nabiera wtedy smaku i wilgotności . Oczywiście można go piec ten ze zwykłym cukrem .
Ja swój torcik piekłam w prodiżu , jest to proporcja na tortownice , aby upiec go w dużej blaszce nalezy podwoić składniki .
Na biszkopt zużyłam :
4 duże jajka
3/4 szklanki cukru
1łyżeczka proszku do pieczenia
1i 1/2 szklanki mąki
4łyżki oleju
cukier waniliowy
W naczyniu ubijamy na puszystą masę całe jajka z cukrem , trwa to dośc długo im lepiej ubijemy jajka z cukrem tym bardzie puszysty będzie nasz biszkopt .
Do masy dodajemy mąkę wymieszana z proszkiem do pieczenia ale trzeba to robić delikatnie czyli po łyżeczce wsypujemy i ubijamy cały czas , potem olej .
Szykujemy wysmarowane tłuszczem i wysypane bułką tartą formę ,wylewane ciasto i pieczemy w tem 170stopni aż wierzch będzie rumiany .
Po upieczeniu i wystygnięciu przecinamy na dwie części .
Szykujemy krem do przelożenia ciasta .
U mnie to : duża paczka wiórek kokosowych z biedronki , dwie małe śmietany , szklanka słodkiej śmietanki 12%, 1/2 szklanki cukru brzozowego , łyżka czubata żelatyny w proszku . masę można robić na żelatynie ale tez dobra wyjdzie gdy dodamy zamiast żelatyny Fix śmietankowy czyli śmietankę do ubijania w proszku . wtedy dodajemy proszek do śmietany i ubijamy na koniec wsypujemy wiórki .
Smietany ubijamy z cukrem dodajemy żelatynę namoczoną w wodzie i podgrzaną do rozpuszczenia . Po dodaniu żelatyny masa zaczyna gęstnieć wtedy wsypujemy wiórki . Biszkopt dobrze jest nasączyć odrobina wody z sokiem z cytryny , ja pokropiłam biszkopt odrobina samej cytryny .
Smarujemy w środku
I na wierzchu oraz boki ciasta .
Wierzch udekorowałam rozpuszczoną mleczną czekoladą .
Ja swój torcik piekłam w prodiżu , jest to proporcja na tortownice , aby upiec go w dużej blaszce nalezy podwoić składniki .
Na biszkopt zużyłam :
4 duże jajka
3/4 szklanki cukru
1łyżeczka proszku do pieczenia
1i 1/2 szklanki mąki
4łyżki oleju
cukier waniliowy
W naczyniu ubijamy na puszystą masę całe jajka z cukrem , trwa to dośc długo im lepiej ubijemy jajka z cukrem tym bardzie puszysty będzie nasz biszkopt .
Do masy dodajemy mąkę wymieszana z proszkiem do pieczenia ale trzeba to robić delikatnie czyli po łyżeczce wsypujemy i ubijamy cały czas , potem olej .
Szykujemy wysmarowane tłuszczem i wysypane bułką tartą formę ,wylewane ciasto i pieczemy w tem 170stopni aż wierzch będzie rumiany .
Po upieczeniu i wystygnięciu przecinamy na dwie części .
Szykujemy krem do przelożenia ciasta .
U mnie to : duża paczka wiórek kokosowych z biedronki , dwie małe śmietany , szklanka słodkiej śmietanki 12%, 1/2 szklanki cukru brzozowego , łyżka czubata żelatyny w proszku . masę można robić na żelatynie ale tez dobra wyjdzie gdy dodamy zamiast żelatyny Fix śmietankowy czyli śmietankę do ubijania w proszku . wtedy dodajemy proszek do śmietany i ubijamy na koniec wsypujemy wiórki .
Smietany ubijamy z cukrem dodajemy żelatynę namoczoną w wodzie i podgrzaną do rozpuszczenia . Po dodaniu żelatyny masa zaczyna gęstnieć wtedy wsypujemy wiórki . Biszkopt dobrze jest nasączyć odrobina wody z sokiem z cytryny , ja pokropiłam biszkopt odrobina samej cytryny .
Smarujemy w środku
I na wierzchu oraz boki ciasta .
Wierzch udekorowałam rozpuszczoną mleczną czekoladą .
niedziela, 27 marca 2011
Pyzy zwykle i nadziewane krok po kroku .
Czuję się już lepiej , jakby ktoś miał na zbyciu nowy kręgosłup to proszę wysłać go do mnie będę nieskończenie wdzięczna :).
Zamieszczam przepis na pyzy z mojego archiwum fotograficznego .Zachęcam do ich samodzielnego wykonywania można wykorzystać ziemniaki z poprzedniego dnia i różne drobiazgi z lodówki jako nadzienie .
1 . Gotujemy ziemniaki , odcedzamy i mniemy je dokładnie tak aby nie było grudek najlepiej jak ziemniaki są jeszcze cieple . Ziemniaki dzielimy w baniaku na 4 części , jedną czwarta ujmujemy .
2. W puste miejsce dodajemy mąkę ziemniaczaną plus czubatą łyżkę zwykłej maki , jedno jajko duże lub dwa małe .o soli chyba nie muszę pisać . Pyzy można robić nadziewane lub takie puste . Moje nadzienie to 3 pieczarki i cebula podsmażone na tłuszczu , mięso z korpusa kurczaka z zupy pomidorowej , trochę bułki tartej , przyprawy sól pieprz i trochę magii .
3. Z mąki jajka i ziemniaków zagniatamy ciasto można podsypać zwykłą mąką aby nie kleiło się do rąk .
5. Ciasto dzielimy na części i turlamy na posypanej maka stolnicy dość grube wałki jeśli ma być z nadzieniem , jeśli bez to takie jak na kopytka . dzielimy na kawałki . Potem palcami rozpłaszczamy na kółeczka jeśli ma być z nadzieniem . Proszę pamiętać o podsypywaniu maka bo ciasto lubi się kleić .
6. Dajemy nadzienie na placuszki i sklejamy formując kulki . Ciasto jest bardzo plastyczne i fajnie się klei , można poturlać w rękach tak jak kulkę z plasteliny , wtedy ciasto ładnie otula farsz równo ze wszystkich stron
7 Szykujemy duży baniak z wodą do gotowania do zimnej wody dodajemy czubatą łyżkę mąki ziemniaczanej , kluski wrzucamy na gotująca się woda i mieszamy najlepiej duża drewnianą łyżką aby nie przykleiły się do dna baniaka . Gotujemy na niezbyt dużym ogniu . Kluski są gotowe gdy wypłyną na wierzch wody .
Oto gotowy efekt pracy :)
Ale to jeszcze nie koniec :)przy pomocy dwóch pomocy kuchennych lepimy kuleczki i ozdabiamy je dziurką na sosik lub skwarki z tego samego ciasta co pyzy .Lepienie odbywa się ze śpiewem na ustach
I efekt pracy pomocnic .
. Pyzy warto robić w większej ilości bo mają to do siebie ,ze szybko znikają można je zamrozić ugotowane , jak znalazł potem w awaryjnej sytuacji. Nadzienie pyz daje wielkie pole naszej wyobraźni , może być słone np ze szpinakiem i twarogiem , z kiszoną gotowana kapustą i wiele innych , można tez robić słodkie nadzienie z twarogu ,żółtka rodzynek i skórki z cytryny .Do słodkiego nadzienia ja daje suchy proszek budyniowy ładnie wiąże nadzienie i nadaje mu sernikowy smak . Pyzy można zamrażać ja mroziłam ugotowane .Słodkie podajemy ze śmietanką , słone z tłuszczem sosem . Nie jest to danie dla osób dbających o linie :)
Zamieszczam przepis na pyzy z mojego archiwum fotograficznego .Zachęcam do ich samodzielnego wykonywania można wykorzystać ziemniaki z poprzedniego dnia i różne drobiazgi z lodówki jako nadzienie .
1 . Gotujemy ziemniaki , odcedzamy i mniemy je dokładnie tak aby nie było grudek najlepiej jak ziemniaki są jeszcze cieple . Ziemniaki dzielimy w baniaku na 4 części , jedną czwarta ujmujemy .
2. W puste miejsce dodajemy mąkę ziemniaczaną plus czubatą łyżkę zwykłej maki , jedno jajko duże lub dwa małe .o soli chyba nie muszę pisać . Pyzy można robić nadziewane lub takie puste . Moje nadzienie to 3 pieczarki i cebula podsmażone na tłuszczu , mięso z korpusa kurczaka z zupy pomidorowej , trochę bułki tartej , przyprawy sól pieprz i trochę magii .
3. Z mąki jajka i ziemniaków zagniatamy ciasto można podsypać zwykłą mąką aby nie kleiło się do rąk .
5. Ciasto dzielimy na części i turlamy na posypanej maka stolnicy dość grube wałki jeśli ma być z nadzieniem , jeśli bez to takie jak na kopytka . dzielimy na kawałki . Potem palcami rozpłaszczamy na kółeczka jeśli ma być z nadzieniem . Proszę pamiętać o podsypywaniu maka bo ciasto lubi się kleić .
6. Dajemy nadzienie na placuszki i sklejamy formując kulki . Ciasto jest bardzo plastyczne i fajnie się klei , można poturlać w rękach tak jak kulkę z plasteliny , wtedy ciasto ładnie otula farsz równo ze wszystkich stron
7 Szykujemy duży baniak z wodą do gotowania do zimnej wody dodajemy czubatą łyżkę mąki ziemniaczanej , kluski wrzucamy na gotująca się woda i mieszamy najlepiej duża drewnianą łyżką aby nie przykleiły się do dna baniaka . Gotujemy na niezbyt dużym ogniu . Kluski są gotowe gdy wypłyną na wierzch wody .
Oto gotowy efekt pracy :)
Ale to jeszcze nie koniec :)przy pomocy dwóch pomocy kuchennych lepimy kuleczki i ozdabiamy je dziurką na sosik lub skwarki z tego samego ciasta co pyzy .Lepienie odbywa się ze śpiewem na ustach
I efekt pracy pomocnic .
. Pyzy warto robić w większej ilości bo mają to do siebie ,ze szybko znikają można je zamrozić ugotowane , jak znalazł potem w awaryjnej sytuacji. Nadzienie pyz daje wielkie pole naszej wyobraźni , może być słone np ze szpinakiem i twarogiem , z kiszoną gotowana kapustą i wiele innych , można tez robić słodkie nadzienie z twarogu ,żółtka rodzynek i skórki z cytryny .Do słodkiego nadzienia ja daje suchy proszek budyniowy ładnie wiąże nadzienie i nadaje mu sernikowy smak . Pyzy można zamrażać ja mroziłam ugotowane .Słodkie podajemy ze śmietanką , słone z tłuszczem sosem . Nie jest to danie dla osób dbających o linie :)
poniedziałek, 21 marca 2011
Bułeczki od Gosi
Podaje przepis na genialne bułeczki podejrzałam go na blogu u Gosi , w wersji oryginalnej nadzienie jest trochę inne . U mnie w środku znalazło się to co w lodówce wołało " weź mnie :)".
Oryginalny przepis jest tutaj
http://mojewypieki.blox.pl/2010/08/Buleczki-z-pieczarkami.html
Moje bułeczki powstały na wzór tych ale wprowadziłam swoje modyfikacje.
Potrzebujemy :
500gram maki typu 650
1szkalnka ciepłej wody
1 jajko
25gram drozdzy
2łyzki oleju
1 łyżeczka soli i cukru
W dużej misce nastawiamy zaczyn zaczyn z 1 szklanki cieplej wody drożdzy , cukru dwóch łyżek maki . Mieszamy wszytko i odstawiamy w cieple miejsce ma jakimś czasie zaczyn zaczyna rośnięcie . Dodajemy wtedy przesiana mąkę , sól i mieszamy ja robiłam to duża drewniana łyżką . Gdy ze składników uformuje się już kula dodajemy olej i jeszcze trochę wyrabiamy . Odstawiamy w misce przykrytej ściereczką w ciepłe miejsce do wyrośnięcia .Ciasto po pewnym czasie podwaja swoją objętość dwukrotnie , wtedy dajemy go na stolnice podsypana maka i wałkujemy . Ja wałkowałam dość cienko więcej niż 0,5 cm ale mniej niż 1 cm i wykraiwałam dużym kubkiem koła tak jak na pierogi .Nadziewałam tak jak pierogi i brzegi sklejałam widelcem . Wierz każdej buleczki posmarowałam rozbeltanym jajkiem i posypałam tartym żółtym serem .
Nadzienie u m,nie to : Podsmażone na patelni kawałeczki wędlin plus cebula mała tarta marchewka , pieprz ziołowy . Myślę ,że na nadzienie można wykożystac wszytko to co zalega w lodówce .
Oczywiście z pieczarkami tez na pewno będzie super :) Bułeczki są smaczne na zimno ale najpyszniejsze sa na gorąco można je podgrzać nawet po upieczeniu na patelni .
Buleczki pieczemy okolo 30 minut w tem 180stopni .
Oryginalny przepis jest tutaj
http://mojewypieki.blox.pl/2010/08/Buleczki-z-pieczarkami.html
Moje bułeczki powstały na wzór tych ale wprowadziłam swoje modyfikacje.
Potrzebujemy :
500gram maki typu 650
1szkalnka ciepłej wody
1 jajko
25gram drozdzy
2łyzki oleju
1 łyżeczka soli i cukru
W dużej misce nastawiamy zaczyn zaczyn z 1 szklanki cieplej wody drożdzy , cukru dwóch łyżek maki . Mieszamy wszytko i odstawiamy w cieple miejsce ma jakimś czasie zaczyn zaczyna rośnięcie . Dodajemy wtedy przesiana mąkę , sól i mieszamy ja robiłam to duża drewniana łyżką . Gdy ze składników uformuje się już kula dodajemy olej i jeszcze trochę wyrabiamy . Odstawiamy w misce przykrytej ściereczką w ciepłe miejsce do wyrośnięcia .Ciasto po pewnym czasie podwaja swoją objętość dwukrotnie , wtedy dajemy go na stolnice podsypana maka i wałkujemy . Ja wałkowałam dość cienko więcej niż 0,5 cm ale mniej niż 1 cm i wykraiwałam dużym kubkiem koła tak jak na pierogi .Nadziewałam tak jak pierogi i brzegi sklejałam widelcem . Wierz każdej buleczki posmarowałam rozbeltanym jajkiem i posypałam tartym żółtym serem .
Nadzienie u m,nie to : Podsmażone na patelni kawałeczki wędlin plus cebula mała tarta marchewka , pieprz ziołowy . Myślę ,że na nadzienie można wykożystac wszytko to co zalega w lodówce .
Oczywiście z pieczarkami tez na pewno będzie super :) Bułeczki są smaczne na zimno ale najpyszniejsze sa na gorąco można je podgrzać nawet po upieczeniu na patelni .
Buleczki pieczemy okolo 30 minut w tem 180stopni .
czwartek, 17 marca 2011
Wszystko co dobre kiedyś się kończy ...
Tak się cieszyłam ,że moje wyniki parametrów wątroby są dobre , ale odebrałam właśnie najnowsze wyniki i moja radość się skończyła .Aspat dwukrotnie przekracza normę a ALAT trzykrotnie . mam nadzieję ,że to nie jest spowodowane braniem Quensylu , jutro postaram się skontaktować z moim lekarzem prowadzącym.
Wczoraj powrócił ból kręgosłupa , w nocy był już nie do wytrzymania , brałam adamon , ale nie pomagał . Rano w ośrodku wzięłam zastrzyk przeciwbólowy (mam stałe zlecenie w razie silnego bólu ). Nie mogę skojarzyć co wywołuje ból, jest nieprzewidywalny czasami wiele dni jest ok a potem wraca i zamienia moje życie w piekło . Boli mnie wtedy wszytko cały kark , barki , szyja , cała głowa , drętwieją ręce , mam zawroty głowy i mdłości . Mam nadzieję ,ze tym razem szybko minie , nie chcę tak się czuć . W takich chwilach chciałabym się zaszyć w najciemniejszym kącie mieszkania , nic nie robić , nic nie mówić zasnąć i zbudzić się jak już nic nie będzie bolec . Niestety nie jest to możliwe , są dzieci i muszę wykonywać swoje domowe obowiązki bez względu na to jak bardzo źle się czuje . Dlatego pokładam wielką nadzieje w Quensylu ,ze pomoże zatrzymać zmiany zwyrodnieniowe w stawach , spowoduje to ,ze mój organizm przestanie traktować chrząstki w stawach jak ciało obce które trzeba zniszczyć . Przepraszam ,że tak dziś narzekam .....
Wczoraj powrócił ból kręgosłupa , w nocy był już nie do wytrzymania , brałam adamon , ale nie pomagał . Rano w ośrodku wzięłam zastrzyk przeciwbólowy (mam stałe zlecenie w razie silnego bólu ). Nie mogę skojarzyć co wywołuje ból, jest nieprzewidywalny czasami wiele dni jest ok a potem wraca i zamienia moje życie w piekło . Boli mnie wtedy wszytko cały kark , barki , szyja , cała głowa , drętwieją ręce , mam zawroty głowy i mdłości . Mam nadzieję ,ze tym razem szybko minie , nie chcę tak się czuć . W takich chwilach chciałabym się zaszyć w najciemniejszym kącie mieszkania , nic nie robić , nic nie mówić zasnąć i zbudzić się jak już nic nie będzie bolec . Niestety nie jest to możliwe , są dzieci i muszę wykonywać swoje domowe obowiązki bez względu na to jak bardzo źle się czuje . Dlatego pokładam wielką nadzieje w Quensylu ,ze pomoże zatrzymać zmiany zwyrodnieniowe w stawach , spowoduje to ,ze mój organizm przestanie traktować chrząstki w stawach jak ciało obce które trzeba zniszczyć . Przepraszam ,że tak dziś narzekam .....
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















